
Niezwykle szybko minął nam tydzień z pierwszym turniejem z serii Premier Padel w 2026 roku. Wydaje się, że dopiero mieliśmy okazję śledzić pierwszą rundę w poniedziałek, a w momencie pisania tego tekstu do rozegrania pozostał już tylko jeden mecz. Oczywiście chodzi o finał. Jest to efekt bardzo wysokiego poziomu, na jakim stała duża część spotkań rozgrywanych w stolicy Arabii Saudyjskiej. Czy półfinały podtrzymały ten trend? Zapraszamy na podsumowanie dnia!
Pierwsze w piątek na kort główny Padel Rush Arena w Rijadzie wyszły pary Chingotto / Galan oraz Guerrero / Navarro. Faworytem tego starcia był bez wątpienia pierwszy z wymienionych duetów.
Wszystko zaczęło się zgodnie z przewidywaniami bukmacherów, którzy za wygraną argentyńsko-hiszpańskiej pary płacili tyle, co nic. Do pierwszego przełamania doszło już w drugim gemie, gdy serwował Fran Guerrero. Znakomitą akcję na jego zakończenie wykonał Ale Galan, kończąc akcję mocnym, zdecydowanym uderzeniem.
Kolejne dwa gemy również padły łupem faworytów i tablica wskazywała wynik 4:0. Już niezwykle trudną sytuację „Paquito” swoim zachowaniem komplikował sam zainteresowany. Widząc, że mecz zupełnie nie układa się po jego myśli, zaczął zachowywać się niezwykle nerwowo zarówno w trakcie gry, jak i podczas przerw. Szczególnie widoczne było to w momencie, gdy puścił wiązankę składającą się z kilku niewybrednych słów w języku hiszpańskim.
W piątym gemie nic się nie zmieniło – niżej notowana para nie stanowiła żadnego zagrożenia dla swoich rywali. Gdy wydawało się, że set zakończy się wstydliwym dla jednych wynikiem 6:0, wreszcie przebłysk dobrej gry pokazała piąta para turnieju. Świetną akcję przeprowadził Navarro, który zakończył gema przy drugiej przewadze efektownym smashem.
Był to jednak jedyny pozytywny akcent dla obu panów o imieniu Francisco w tej partii, ponieważ cały set zakończył się wynikiem 6:1.

W przerwie starszy i bardziej doświadczony zawodnik z hiszpańskiego duetu starał się zachęcić młodszego partnera do odważniejszej gry i częstszego sięgania po mocne uderzenia. Niestety dla niego, drugi set w wykonaniu Frana Guerrero wyglądał bardzo podobnie jak pierwszy.
22-latek w całym spotkaniu był praktycznie bezzębny i nie stanowił żadnego realnego zagrożenia dla duetu Chingotto / Galán. Bez wątpienia to utalentowany zawodnik, jednak na ten moment trudno wyobrazić sobie, by wspólnie z Navarro mogli realnie włączyć się do walki o triumfy w kolejnych turniejach.
Drugi set trwał 32 minuty i zakończył się wygraną fenomenalnie dysponowanej pary Chingotto / Galan w stosunku 6:2. Dwukrotnie przełamany został Fran Guerrero (w całym meczu wygrał tylko jeden z czterech swoich gemów serwisowych – statystyka, która najlepiej oddaje skalę jego problemów).
Ostatni gem meczu był prawdziwym popisem „Galantico”, który zdobył wszystkie 4 punkty prezentując pełen wachlarz swoich mozliwości – potężny smash, precyzyjny skrót, czy techniczne zagranie w boczną szybę. Bez wątpienia to on był dziś zawodnikiem, który robił największą różnicę na korcie.
Drugi półfinał był zupełnym przeciwieństwem tego pierwszego. Niezwykle wyrównany, pełen zwrotów akcji, ogromnych emocji i – co najważniejsze – zagrań z absolutnie najwyższej światowej półki.
Wyprzedzając nieco wydarzenia, nie będzie przesadą stwierdzenie, że zobaczyliśmy jak dotąd najlepszy mecz pierwszego w tym sezonie turnieju z serii Premier Padel. Jutrzejsze spotkanie finałowe nie będzie miało łatwego zadania, aby przechwycić ten tytuł.
Ale po kolei.
Padel w najlepszym wydaniu mogliśmy podziwiać już od samego początku. Szczególnie w oczy rzucała się bardzo duża liczba smashów, co w tym przypadku nie było niczym zaskakującym – na korcie znalazło się dziś czterech specjalistów od tego typu uderzenia.
Oprócz tego regularnie dochodziło do szybkich wymian przy siatce, w których żadna z par nie zamierzała odpuszczać. Z kolei w trzecim gemie Arturo Coello popisał się jednym ze swoich firmowych zagrań – chancletazo – i to dwukrotnie z rzędu!
Jedynym elementem, który nie pasował do wysokiego poziomu początku spotkania, był Leo Augsburger. Najmłodszy z zawodników był w tym momencie spotkania bardzo nierówny i fenomenalne zagrania przeplatał z prostymi błędami. Z czasem jednak udało mu się dostosować do poziomu pozostałych zawodników na korcie, co jeszcze podniosło jakość meczu.
Po raz pierwszy naprawdę blisko przełamania było dopiero w ósmym gemie, w którym „El Lobo” wraz ze swoim argentyńskim partnerem prowadzili już 40:15. Faworyci półfinału wytrzymali jednak presję, wygrywając go po znakomitym, niemożliwym do sięgnięcia smashu Agustina Tapii.
To niepowodzenie tylko podrażniło niżej notowaną parę, gdyż kolejny gem wygrała ona do zera (tzw. gem in blanco).
W gemie numer jedenaście – najlepszym w pierwszej części meczu – to pierwsza para świata mogła przełamać graczy po przeciwnej stronie kortu, prowadząc 40:30. Finalnie jednak ta sztuka im się nie udała. Po wygranym przez Lebrona i Augsburgera star poincie każdy gem wciąż padał łupem pary serwującej.
Ostatecznie taki stan rzeczy utrzymał się przez cały set, w związku z czym doszło do tie-breaku. W nim faworyci byli, a przynajmniej tak się wydawało, w naprawdę poważnych tarapatach. Przy wyniku 4:3 dla Juana i Leo ogromne problemy zaczął mieć „Mozart z Katamarkii” – dwukrotnie po jego uderzeniach piłka wylądowała na szybie zamiast w boisku. W tym momencie już tylko jednego punktu brakowało do niespodziewanego wyniku pierwszego seta.
Kto jednak miałby wyjść z takich tarapatów, jak nie najlepsza para ostatnich dwóch sezonów rozgrywek Premier Padel? Najpierw smashem punkt zdobył Coello, a kolejne trzy punkty to robota błyskawicznie odrodzonego Tapii.
Gdy wynik tie-breaka wynosił 7:6 dla faworytów, prostą piłkę na backhand otrzymał Lebron. Niestety dla niego i jego partnera, zagrany przez niego lob zamiast w boisko trafił w boczną szybę i to Coello z Tapia schodzili z kortu zwycięscy.
Początek drugiego seta nie należał do udanych dla „Elo Lobo”, który kilka razy pomylił się w dość prostych sytuacjach. Wyglądało, jakby wciąż myślami był w pierwszym secie. W tej sytuacji ciężar gry wziął na swoje barki Leo Augsburger, znakomicie wywiązując się z tego zadania. Do swojej normalnej dyspozycji Lebron wrócił już w czwartym gemie, wygranym do zera.

Dopiero w dwudziestym czwartym gemie tego spotkania (!) doszło do pierwszego przełamania. Stał się przy serwisie Agusa Tapii. Nie mogło być jednak inaczej, skoro trzy ostatnie punkty w zasadzie same „przypadły” rywalom – mylił się zarówno Hiszpan, jak i Argentyńczyk.
Kiedy wydawało się, że Lebron i Augsburger mają zwycięstwo seta na wyciągnięcie ręki – w końcu wcześniej wygrali wszystkie podania przy swoim serwisie – doszło do… drugiego w tym spotkaniu przełamania! Kolejny w tym dniu tie-break stał się faktem.
Nie był on zbyt udany dla starszego z Argentyńczyków, który popełnił w nim aż trzy proste błędy, kosztujące jego i „Arturito” utratę seta. 1:1 – gramy dalej!
Gdyby w padlu mogły padać remisy, to właśnie po takich meczach jak ten. Obie pary zaprezentowały grę na absolutnie najwyższym poziomie, jednak jak wiadomo, remisów w padlu nie ma – ktoś musiał dziś zejść z kortu pokonany. Ostatecznie padło na duet Lebron / Augsburger.
Pokazali jednak oni, że w tym sezonie będą się liczyć w walce o zwycięstwa w turniejach z serii Premier Padel. Udowodnili również, że są w tym momencie trzecią najlepszą parą świata.
Jak jednak doszło do ich porażki w trzecim secie?
Na pierwsze i jedyne przełamanie w nim musieliśmy poczekać do siódmego gema, w którym przy wyniku 40:30 na niekorzyść Lebrona i Augsburgera ten drugi otrzymał prostą, górną piłkę. Normalnie obudzony o 3:20 w nocy, wykończyłby tę akcję bez problemu. W tym przypadku jednak presja i emocje wzięły górę – zamiast w kort, uderzył bardzo mocno prosto w tylną szybę. Bez wątpienia był to kluczowy moment spotkania.
Ostatni gem, ustalający wynik trzeciego seta na 6:4, Coello i Tapia wygrali do zera, i to oni mogli paść sobie w ramiona z radości.

Finalnie, zgodnie z przewidywaniami, w finale turnieju rozgrywanego w Rijadzie spotkają się dwie najwyżej sklasyfikowane pary rankingu FIP. Bez wątpienia będzie to prawdziwa padlowa uczta dla kibiców na całym świecie.
Kto będzie faworytem tego starcia? Biorąc pod uwagę aktualną formę obu par oraz fakt, że duet Coello / Tapia ma za sobą zdecydowanie trudniejszy mecz i będzie miał mniej czasu na odpoczynek, na zwycięzców typujemy parę Chingotto / Galan.
Początek spotkania najwcześniej o godzinie 15:00, zaraz po kobiecym finale.