
W nocy z niedzieli na poniedziałek doszło do 32. starcia pomiędzy dwiema najlepszymi parami ostatnich lat – Arturo Coello / Agustinem Tapią oraz Federico Chingotto / Alejandro Galanem. Było to także trzeci mecz tego sezonu, w którym na przeciw siebie stanęły oba te duety. Do tej pory mieliśmy remis 1:1. Kto wyszedł na prowadzenie w tym wyścigu dwóch padlowych potęg?
Pierwszy set od samego początku trzymał w napięciu i dostarczał kibicom ogromnych emocji. To było dokładnie to, czego można oczekiwać od pojedynku na najwyższym światowym poziomie padla. Długie, niezwykle intensywne wymiany przeplatały się z efektownymi akcjami, a wskaźnik „szokujących uderzeń na minutę” momentami zdecydowanie wychodził poza skalę. Każdy z zawodników mógłby bez problemu dorzucić kilka zagrań z tej partii do swojego „Best skills Danza Cuduro remix”.
Jeśli do czegoś można było się minimalnie „przyczepić”, to do nieco zbyt małej liczby smashy po stronie Arturo Coello i Agustina Tapii. Poza tym widowisko było znakomite.

Sam przebieg seta był niezwykle wyrównany. Obie pary imponowały pewnością przy własnym serwisie, choć zdarzały się gemy rozstrzygane dopiero na przewagi. Na pierwsze – i jak się później okazało jedyne – przełamanie trzeba było poczekać aż do 11. gema. Wtedy przy podaniu Agustina Tapii skuteczniejsi okazali się Federico Chingotto i Alejandro Galan.
W kolejnym gemie „Chingalan” nie pozostawili już żadnych złudzeń i pewnie zamknęli seta wynikiem 7:5, obejmując prowadzenie w meczu.
Na szczególne wyróżnienie w tej części spotkania zasłużył Federico Chingotto, który rozegrał – nie boimy się tego stwierdzenia – perfekcyjnego seta. W defensywie bronił piłki niczym Artur Boruc podczas swojego występu na Euro 2008, a przy siatce imponował szybkością, skutecznością i niemal całkowitym brakiem błędów.
Zresztą wysoka jakość gry była znakiem rozpoznawczym całego seta – łącznie zobaczyliśmy zaledwie 13 niewymuszonych błędów. Nieco częściej mylili się Arturo Coello i Agustín Tapia, którzy zanotowali ich osiem.
Drugi set rozpoczął się w sposób wręcz wymarzony dla duetu określanego mianem „Golden Boys”. Arturo Coello i Agustin Tapia od pierwszych piłek narzucili rywalom swoje tempo, podczas gdy Federico Chingotto i Alejandro Galan zdawali się jeszcze mentalnie pozostawać w poprzedniej części spotknia. Efekt? Błyskawiczne 4:0 na tablicy wyników.
W szeregach pary „Chingalan” zaczęły pojawiać się problemy. „Super Mysz” coraz częściej mylił się w prostych sytuacjach, a jego partner wyraźnie zmagał się z kryzysem smashowym. Tymczasem Coello i Tapia konsekwentnie robili swoje. Po kolejnym pewnie wygranym gemie przy własnym podaniu byli już o krok od doprowadzenia do wyrównania w meczu.
Trzeba uczciwie przyznać – wygranie co najmniej pięciu gemów z rzędu przeciwko najlepszej parze świata to zadanie niemal niemożliwe. Chingotto i Galan zdołali co prawda uniknąć kompromitującego wyniku 6:0, a nawet na moment wrócili do gry, przełamując rywali i łapiąc chwilowy kontakt. Na więcej nie było ich jednak stać. „Golden Boys” szybko opanowali sytuację i zamknęli seta wynikiem 6:3.
Co ciekawe, był to pierwszy przegrany set przez Federico Chingotto i Alejandro Galana w całym turnieju w Miami!
Ostatni set spotkania określanego mianem „Superclasico” swoim przebiegiem bez dwóch zdań bardziej przypominał ten pierwszy, niż ten drugi. Mecz zdecydowanie się wyrównał, a do swojej znakomitej dyspozycji wrócił Federico Chingotto, którego można śmiało uznać za najlepszego zawodnika tego spotkania.
Grał on dzisiaj to, co wychodzi mu najlepiej. Skupił się przede wszystkim na skutecznej obronie i cierpliwym budowaniu akcji. Wydaje się, że na dobre porzucił pomysł z początku sezonu o bardziej agresywnej, opartej na mocnych uderzeniach grze. I całe szczęście, bo nie wychodziło mu to najlepiej.
Już w drugim gemie doszło do przełamania na korzyść pary Chingotto / Galan. Ich radość jednak nie trwała długo, gdyż już trzy gemy później ich rywale odrobili tę niewielką stratę. Kluczowym momentem tego seta i całego spotkania był jednak gem numer osiem, w którym doszło do trzeciego w secie i ostatniego w całym meczu przełamania.

Po błędzie Agustina Tapii mógł się z niego cieszyć duet „Chingalan”, który w kolejnym gemie zamknął spotkanie i zwyciężył je 2:1! Po końcowym punkcie „Alien”, który zrównał się w liczbie zwycięstw turniejowych z Agustinem Tapią, padł na kolana, dając upust ogromnym emocjom.
Jeśli chodzi o przegranych dzisiejszego starcia, to nie zagrali oni bez wątpienia swojego najlepszego padla. Nie zagrali też oczywiście źle, jednak bez wątpienia nie raz i nie dwa można było ich oglądać w wyraźnie lepszej dyspozycji. „Arturito” i „Mozartowi” brakowało przede wszystkim tego, o czym wspomnieliśmy na początku, czyli większej liczby mocnych uderzeń z góry, które potrafią rozbić przeciwników i narzucają na nich dużą presję. Na dowód tego niech przemówią liczby – w cały meczu Arturo Coello zanotował… dwa udane smashe. Kurtyna.