
Jeszcze niedawno był jednym z wielu pasjonatów padla. Dziś odpowiada za rozwój marki Oxdog w Polsce i konsekwentnie buduje jej pozycję na krajowym rynku. O początkach biznesu, współpracy z czołowymi zawodnikami, technologii rakiet oraz o tym, dlaczego wysoka jakość jest ważniejsza, niż dobry marketing, rozmawiamy z Dariuszem Brzezickim, przedstawicielem marki Oxdog w Polsce.
Jak zaczęła się twoja przygoda z padlem od strony biznesowej?
Po około pół roku grania pomyślałem o założeniu sklepu internetowego. Czułem, że nadchodzi ogromny boom na padla. Wiedziałem też, że w Polsce nie ma wielu sklepów specjalizujących się w tej dyscyplinie. W listopadzie 2024 roku wystartowaliśmy jako sklep multibrandowy, a od grudnia 2025 roku skupiamy się już wyłącznie na marce Oxdog.
Co lepiej sprawdziło się w praktyce – multi- czy monobranding?
W moim przypadku zdecydowanie monobranding. Jako dystrybutor Oxdog kupuję towar bezpośrednio od producenta. Z nikim nie konkuruję pod kątem sprzedaży tych produktów, a marka prowadzi spójną politykę cenową na wszystkich rynkach.
Jak doszło do tego, że zostałeś przedstawicielem marki Oxdog w Polsce?
W lutym tamtego roku rozpoczęły się rozmowy, a w marcu podpisaliśmy umowę. Cały proces trwał około miesiąca. Nie znałem wcześniej nikogo ze szwedzkiego zespołu i oni również nie znali mnie. Przeszliśmy trzy intensywne rozmowy rekrutacyjno-szkoleniowe.
Dziś mam regularny kontakt z całym zespołem, łącznie z CEO firmy. Jedna z osób ze Skandynawii odwiedziła Polskę i wspólnie przejechaliśmy niemal tysiąc kilometrów, odwiedzając kluby padlowe. Czuję, że jestem bardzo dobrze zaopiekowany przez szwedzki zespół.
To Ty zgłosiłeś się do nich?
Tak. Wiedziałem, że nie mają przedstawiciela w Polsce, więc postanowiłem spróbować. Wiem, z jakimi innymi osobami rozmawiali, ale finalnie postawili na mnie, co było świetną wiadomością.
Czym ich przekonałeś?
Przede wszystkim wizją rozwoju marki. Od początku uważałem, że kluczowe jest docieranie do nowych graczy i pokazywanie im technologii, która realnie pomaga poprawiać poziom gry.
Jednym z pierwszych głośnych ruchów było podpisanie kontraktu z Wojtkiem Szczęsnym.
Tak. Zaledwie miesiąc po wejściu Oxdoga do Polski ogłosiliśmy współpracę. Zdecydował się na nią, mimo że marka była w Polsce praktycznie nieznana i niemal nikt nie grał tymi rakietami. Przetestował sprzęt i ocenił go bardzo pozytywnie.
Niedawno przedłużyliśmy kontrakt z Wojtkiem na kolejny rok. Jak sam argumentował, najlepiej gra mu się właśnie sprzętem Oxdog, mimo że testował również produkty innych marek.

Jak wyglądają Wasze umowy z zawodnikami?
Szczegóły, jak to w kontraktach, są objęte tajemnicą, która obowiązuje mnie i gracza. Mogę jednak zapewnić, że jest to coś satysfakcjonującego dla zawodnika.
Muszę dopytać. Czy zawodnicy związani z marką otrzymują wynagrodzenie pieniężne?
Nie. Do tej pory żaden z zawodników nie otrzymał od marki ani złotówki w formie przelewu czy gotówki. Wartość budujemy jakością sprzętu, który im dostarczamy, a nie wysokością wynagrodzeń.
Nie sztuką jest „kupić” zawodników. Chcę budować wiarygodność poprzez autentyczne przekonanie do produktu. Zawodnicy mają po testach stwierdzić, że to naprawdę dobra rakieta, wysokiej jakości odzież i sprzęt, który – choć nie należy do najtańszych – jest wart swojej ceny.
Na jakiej podstawie wybieracie zawodników i zawodniczki do współpracy?
Bierzemy pod uwagę trzy główne elementy: miejsce w ogólnopolskim rankingu Open, działalność trenerską oraz odpowiednio wysoką aktywność w mediach społecznościowych. Chodzi o regularnie prowadzone konto poświęcone padlowi, z historią publikacji i odpowiednim zasięgiem. Zawodnicy spełniający te kryteria mogą liczyć na bardziej rozbudowane formy współpracy. Z pozostałymi współpracujemy w luźniejszej formule, głównie poprzez zniżki na produkty.
Cieszy mnie również fakt, że na Oxdoga stawiają byli zawodowi piłkarze i czołowi dziennikarze sportowi. To m.in. Michał Żyro, Rafał Gikiewicz, Łukasz Gikiewicz, Tomasz Włodarczyk czy Łukasz Wiśniowski.
Wejdźmy w szczegóły. Którzy czołowi zawodnicy mają z wami podpisane kontrakty?
Kilka dni temu z ciekawości sprawdziłem ranking Polskiego Związku Padla i wyszło mi, że 8 zawodników z TOP 20 kategorii Open w Polsce gra rakietami Oxdog. Warto zaznaczyć, że połowa z nich nie jest z nami związana kontraktami. To zawodnicy, którzy świadomie wybrali nasz sprzęt i sami za niego zapłacili.
Jeśli chodzi o tych na kontrakcie, to patrząc na pierwszą dziesiątkę w Polsce mamy trzech zawodników – oprócz Wojtka Szczęsnego jest jeszcze Michał Skonieczny i Michał Wargocki.
W ramach zawartej umowy współpracujemy także z Maksem Krzyżosiakiem i Kornelem Nowaczewskim, młodzieżowym Mistrzem Polski i jednym z najbardziej utalentowanych padlistów w naszym kraju. Z kolei z zawodniczek mamy podpisaną umowę z Nicole Borzęcką.
Łącznie około 40% najlepszych polskich graczy korzysta z naszej marki, która – nie oszukujmy się – nadal jest marką niszową. Dla mnie to fantastyczny wynik.

Planujecie zakontraktować kolejnych zawodników?
Na ten moment obecna sytuacja mnie satysfakcjonuje i nie planuję dalszej ekspansji w tym obszarze.
Rywalizujecie z innymi markami o najlepszych graczy?
Jeżeli chodzi o ścisłą czołówkę, taka rywalizacja staje się coraz bardziej widoczna. Marki zaczynają walczyć o zawodników.
Rakieta jest dla padlisty narzędziem pracy, a każdy chce korzystać ze sprzętu najlepiej dopasowanego do własnych potrzeb. Turniejów jest dużo, zawodnikom zależy na wynikach, dlatego naturalnie testują różne rozwiązania i szukają najlepszych opcji. Nasze rakiety po prostu dobrze się bronią.
W czym rakiety Oxdog są lepsze od konkurencji? Gdzie leżą Wasze przewagi?
Przede wszystkim Oxdog nie stawia na masową produkcję i dumping cenowy. Rakiet powstaje znacznie mniej, a każda jest szczegółowo sprawdzana pod kątem zgodności ze specyfikacją i standardami jakości.
Marka wywodzi się z unihokeja, gdzie jej kije uchodzą za produkty klasy premium – coś na wzór Mercedesa czy Bentleya w swojej kategorii. To podejście zostało przeniesione również do produkcji rakiet. Hasłem Oxdoga jest „Less is More”, co widać choćby po ofercie obejmującej zaledwie 16 modeli rakiet.
Wchodząc w konkrety, naszą przewagą jest na pewno zastosowana innowacyjna technologia, taka jak HES Carbon – autorski typ włókna węglowego i procesu żywicowania, który pozwala szybciej oddawać energię do piłki.
PowerRibs to charakterystyczne żebra wzmacniające konstrukcję ramy i zwiększające jej sztywność. Silent Speed ma zapewniać szybsze uderzenie przy mniejszym wysiłku, jednocześnie redukując hałas i poprawiając kontrolę. Double Size Holes zwiększa pole optymalnego trafienia, co przekłada się na większą „wybaczlność” błędów. Z kolei VibraDamp redukuje wibracje przenoszone na rękę, co szczególnie docenią osoby zmagające się z tzw. łokciem tenisisty.
Jest tego trochę.
To prawda. Oczywiście można powiedzieć, że dobry padlista to i patelnią zagra. Tak jak dobry pilot to i na drzwiach poleci. Jednak na końcu w sporcie to detale tworzą różnice.
To teraz z drugiej strony – czego Oxdogowi jeszcze brakuje względem konkurencji? Gdzie są obszary, które jeszcze można poprawić?
Patrząc globalnie, celem marki jest nawiązanie współpracy z zawodnikiem ze ścisłej światowej czołówki. W ubiegłym roku Oxdog podpisał kontrakt z Alexem Ruizem (21. miejsce w rankingu FIP, red.). Prowadzone były również rozmowy z innymi zawodnikami, jednak większość z nich ma wieloletnie umowy z konkurencyjnymi markami. Trzeba po prostu trafić w odpowiedni moment.
Jakie są cele na najbliższym czas jeśli chodzi o rozwój na rynku polskim?
Mój sklep internetowy notuje z miesiąca na miesiąc coraz większą sprzedaż w segmencie B2C, co bardzo mnie cieszy. W planach mam jednak jego przebudowę. We wrześniu będę również dysponował większym magazynem, co przełoży się na jeszcze lepszą dostępność produktów.
Poza tym chcemy rozwijać współpracę z kolejnymi klubami. Padel w Polsce rośnie dzięki nowym obiektom i nowym graczom. Naszym celem jest rozwijać się razem z nimi i wspólnie budować cały ekosystem tej dyscypliny.

Celem marki Oxdog jest zostanie największym graczem na rynku?
Obecny poziom sprzedaży jest dla mnie bardzo satysfakcjonujący, ale oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia. Chcemy się rozwijać, choć nie ścigamy się z innymi markami. Patrząc na sprzedaż ilościową, mamy nieco inne podejście niż konkurencja. Stawiamy na jakość, a nie na ilość. Robimy to świadomie. Na rynku nigdy nie będzie więcej Porsche niż Opli.
Co daje na koniec dnia lepszy efekt – marketing czy jakość produktu?
Jakość. Można wydawać miliony na marketing, ale jeśli produkt nie spełni oczekiwań klientów, nie przyniesie to długofalowego efektu. Klient kupujący rakietę za około tysiąc złotych wydaje znaczną kwotę i później rozmawia o niej z innymi graczami. Jeśli jest zadowolony, poleci ją znajomym. Wśród nich zawsze znajdzie się kilka osób, które w najbliższym czasie będą rozważały zmianę sprzętu.
Dlatego uważam, że kluczowe znaczenie mają jakość i uczciwość wobec klienta. Dla mnie ta uczciwość objawia się tym, że opisywana technologia faktycznie działa, rakieta nie ma wad fabrycznych i rzeczywiście jest warta swojej ceny.
Czy da się jeszcze bardziej zmodyfikować i polepszyć rakiety? A może wymyślono już wszystko i pozostała jedynie kosmetyka?
Jednym z największych problemów dla amatorów pozostaje waga rakiety, więc być może właśnie tutaj jest jeszcze największe pole do rozwoju. Porównując współczesne rakiety z tymi sprzed pięciu lat, widać ogromny postęp pod względem designu, jakości wykonania, wykorzystanych materiałów czy sztywności konstrukcji.
Co jeszcze można wymyślić? Wydaje mi się, że przyszłość może należeć do rozwiązań opartych na chipach i sztucznej inteligencji. Obecnie można dokupić zewnętrzne urządzenia analizujące grę i zbierające statystyki po podłączeniu do rakiety. Myślę jednak, że w przyszłości takie technologie będą już w pełni zintegrowane z samym sprzętem.