
Reprezentacja Polski zakończyła już swój udział w Młodzieżowych Mistrzostwach Europy Juniorów w padlu, które w tym roku odbyły się w Portugalii. To dobry moment, by na spokojnie podsumować występy naszych juniorów i juniorek oraz przyjrzeć się wynikom, jakie osiągnęli podczas turnieju.
Na początek warto wyjaśnić, jak wyglądał format tegorocznych Młodzieżowych Mistrzostw Europy Juniorów. Turniej został podzielony na dwa etapy. W fazie eliminacyjnej rywalizowało 18 reprezentacji męskich oraz 15 żeńskich, które zostały podzielone na grupy. Z kolei w fazie głównej (FINAL 8) czekały już cztery najlepsze reprezentacje poprzednich Mistrzostw Europy z 2024 roku. Awans do tego etapu wywalczyli wyłącznie zwycięzcy poszczególnych grup eliminacyjnych.
Polscy juniorzy trafili do grupy z Danią, Wielką Brytanią, Finlandią i Estonią. Juniorki natomiast zmierzyły się z Litwą, Finlandią oraz Estonią.
Każda reprezentacja wystawiała drużyny w trzech kategoriach wiekowych: U14, U16 i U18. Mecz pomiędzy dwiema reprezentacjami składał się więc z trzech pojedynków – po jednym w każdej kategorii. O końcowym wyniku decydowała liczba wygranych spotkań. Przykładowo, w rywalizacji Polski z Danią zwycięstwo odniosła nasza drużyna U14, jednak zespoły U16 i U18 musiały uznać wyższość rywali. W efekcie całe spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1 dla Duńczyków, którzy dopisali do swojego dorobku zwycięstwo w meczu reprezentacji.
Polska Federacja Padla, odpowiedzialna za przygotowanie juniorskich i seniorskich reprezentacji narodowych, zgłosiła do turnieju zarówno drużynę juniorów, jak i juniorek we wszystkich trzech kategoriach wiekowych.
JUNIORZY:

JUNIORKI:
Jak zatem poradzili sobie nasi zawodnicy i zawodniczki? Patrząc wyłącznie na końcowe wyniki – trudno mówić o sukcesie. Zarówno juniorzy, jak i juniorki zakończyli rywalizację na ostatnich miejscach w swoich grupach. Sam rezultat nie oddaje jednak w pełni okoliczności, w jakich przyszło im rywalizować.
Przede wszystkim trzeba pamiętać, że Polska jest obecnie na początku drogi w rozwoju padla juniorskiego. Dla chłopców był to dopiero drugi turniej rangi mistrzowskiej – przed rokiem wystąpili na Mistrzostwach Świata, gdzie również zakończyli zmagania na ostatnim miejscu w grupie. Dziewczęta z kolei zadebiutowały na imprezie tej rangi. Dla porównania nawet Estonia, która nie należy do europejskiej czołówki, ma dłuższą historię występów na międzynarodowych turniejach młodzieżowych, ponieważ brała już udział w Mistrzostwach Europy w 2024 roku. Sami zawodnicy podkreślali przed wyjazdem, że ich głównym celem jest zaprezentowanie się z jak najlepszej strony oraz zdobycie bezcennego doświadczenia w rywalizacji z przeciwnikami z innych krajów.
Przechodząc do wyników, polscy juniorzy wygrali w całym turnieju sześć setów. Aż pięć z nich padło łupem duetu U14 – Winiarczyk/Olczak. Polacy wygrali dwa z trzech rozegranych spotkań, pokonując reprezentantów Danii i Finlandii oraz przegrywając po bardzo wyrównanym meczu z Brytyjczykami. Były to jednak jedyne dwa zwycięstwa odniesione przez polskich juniorów w pojedynczych meczach, co nie przełożyło się na wygraną w żadnym spotkaniu całej reprezentacji.

Na końcowy bilans wpłynęły również wydarzenia, które trudno było przewidzieć. W drugim meczu fazy grupowej przeciwko Danii kontuzji doznał Antoni Wiśniewski, bardzo utalentowany zawodników kadry U16. Uraz wykluczył go nie tylko z dokończenia spotkania z Duńczykami, ale również z dalszych występów w turnieju. Czy z jego udziałem reprezentacja U16 mogłaby pokusić się o zwycięstwo w którymś z meczów? Ciężko na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, jednak nie ulega wątpliwości, że była to poważna strata dla polskiej ekipy.
Największy niedosyt pozostawia natomiast porażka z Estonią. Mowa o reprezentacji, która w swoich pozostałych trzech meczach grupowych przegrała każde spotkanie wynikiem 0:3 i trudno zaliczyć ją do europejskiej czołówki. Mimo to Polacy zdołali ugrać przeciwko Estończykom zaledwie jednego seta we wszystkich trzech kategoriach wiekowych.
Także w tym przypadku warto jednak uwzględnić szerszy kontekst. Trenerzy reprezentacji Polski – David del Nido oraz Mateusz Miroński – wiedzieli już przed tym spotkaniem, że drużyna straciła matematyczne szanse na awans do fazy głównej. Z tego względu zdecydowali się dać szansę zawodnikom rezerwowym. Była to w pełni zrozumiała decyzja, zwłaszcza że udział w turnieju był finansowany z prywatnych środków rodziców. Dzięki temu każdy z powołanych zawodników mógł zagrać na Mistrzostwach Europy i zdobyć cenne doświadczenie, które może zaprocentować w kolejnych latach.

Warto również przyjrzeć się występowi polskich juniorek. Na szczególne wyróżnienie zasługuje duet z reprezentacji U18 – Julia Pacocha i Agata Konarska. W trzech meczach fazy grupowej Polki pokonały pary z Estonii i Litwy, a jedynie minimalnie uległy Finlandii 1:2.

Ich zwycięstwo nad Estonkami w dużej mierze przesądziło o wygranej całego spotkania z tą reprezentacją 2:1, ponieważ swój mecz wygrały także zawodniczki U14 – Poterek/Manulik. Było to jednocześnie pierwsze, historyczne zwycięstwo młodzieżowej reprezentacji Polski na turnieju rangi Mistrzostw Europy lub Mistrzostw Świata.
Mimo tego Polki również zakończyły rywalizację na ostatnim miejscu w bardzo wyrównanej grupie. Do pierwszej Estonii zabrakło im tylko jednego punktu.

Za sam wynik nie należy krytykować naszych zawodników i zawodniczek. Dla wielu z nich był to przede wszystkim turniej, podczas którego mieli zdobyć bezcenne doświadczenie w rywalizacji z najlepszymi młodymi zawodnikami i zawodniczkami w Europie. Należy docenić naszych reprezentantów i reprezentantki, którzy na korcie dali z siebie wszystko, a także ich rodziców, bez których wyjazd naszej kadry na turniej nie byłby możliwy. Nie oznacza to jednak, że końcowe rezultaty powinny zostać zbagatelizowane. Wręcz przeciwnie – powinny stać się impulsem do wyciągnięcia wniosków i podjęcia działań, które za jakiś czas pozwolą stworzyć najzdolniejszym polskim juniorom warunki do rozwoju na poziomie porównywalnym z tym, jaki mają ich rówieśnicy z innych krajów.
Największa różnica? Liczba godzin spędzanych na korcie. Młodzi zawodnicy z Hiszpanii, Portugalii czy krajów skandynawskich mają po prostu większe możliwości, by trenować częściej i dłużej. Podczas turnieju Premier Padel w Valencii miałem okazję zapytać Arturo Coello o radę dla młodych zawodników marzących o zawodowej karierze. Hiszpan zwrócił uwagę na z pozoru oczywistą rzecz – aby osiągnąć najwyższy poziom, trzeba spędzać na korcie więcej czasu niż konkurenci. Jak podkreślił, kluczowe są regularność i czas poświęcony na trening.
To właśnie stworzenie takich warunków powinno być jednym z priorytetów osób odpowiedzialnych za rozwój padla w Polsce. Najbardziej utalentowani juniorzy muszą otrzymać możliwość regularnego treningu na poziomie zbliżonym do tego, jaki mają ich rówieśnicy w Europie Zachodniej czy Skandynawii. Równie istotne jest zapewnienie im corocznego udziału w dużych turniejach międzynarodowych, takich jak Mistrzostwa Europy czy Mistrzostwa Świata, które pozwalają konfrontować się z różnymi stylami gry i przyspieszają rozwój sportowy. Celem powinno być zbudowanie szerokiego zaplecza zawodników w każdym roczniku, tak, aby reprezentacja nie była uzależniona od pojedynczych talentów. W perspektywie kilku lat powinniśmy dążyć do sytuacji, w której nie tylko nasz najlepszy duet, ale również drugi, a może i trzeci, będą w stanie rywalizować jak równy z równym z reprezentacjami takimi jak Estonia.
Polska bez wątpienia ma ku temu potencjał i nie możemy sobie pozwolić na przespanie najbliższych lat, gdyż inne kraje europejskie nie będą na nasz czekać.
Mam również nadzieję, że wyniki osiągnięte podczas Młodzieżowych Mistrzostw Europy staną się impulsem dla Polskiego Związku Padla i Polskiej Federacji Padla do zakończenia trwającego od dłuższego czasu sporu i podjęcia współpracy na rzecz rozwoju tej dyscypliny w Polsce. Bez wspólnego działania trudno będzie stworzyć system, który pozwoli skutecznie rozwijać zarówno reprezentacje seniorskie, jak i – co być może dziś jeszcze ważniejsze – juniorskie.