
Mateusz Lipiński od lat należy do czołówki polskich padlistów. Jako reprezentant Polski regularnie występuje na międzynarodowych turniejach i jest jednym z najbardziej doświadczonych zawodników na krajowej scenie. W naszej rozmowie poruszyliśmy wiele wątków – od jego ostatnich występów i planów na nadchodzące miesiące, po kulisy organizacji zawodów, przygotowań oraz realia finansowe zawodników. Nie zabrakło także jego opinii na temat aktualnej sytuacji na polskiej scenie padlowej, w tym konfliktu pomiędzy Związkiem a Federacją.
W tym roku obchodzisz 29 urodziny. Ile lat trwa już Twoja przygoda ze sportami rakietowymi?
Wszystko zaczęło się od tenisa. Pierwszy raz złapałem za rakietę w wieku 6 lat.
W takim razie kiedy i w jakich okolicznościach po raz pierwszy usłyszałeś o padlu?
O padlu dowiedziałem się w 2016 od mojego ówczesnego trenera tenisa Rafała Kabulskiego, który zaprosił mnie do wspólnej gry w turnieju na kortach WKT Mera. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczny.
Ile czasu zajmują Ci codzienne treningi i w jaki sposób przygotowujesz się do turniejów?
Moje przygotowania odbywają się głównie na siłowni, gdzie staram się robić minimum 3 treningi motoryczne w tygodniu. W miarę możliwości i czasu realizuję swój padlowy trening np. z koszyka z pomocą innych klubowych kolegów, czy też umawiam jakiś sparing.
Pytam, ponieważ jestem ciekawy, czy w Polsce można mówić już o zawodzie „profesjonalnego gracza padla”. Czy rodzimi zawodnicy są w stanie utrzymać się wyłącznie z udziału w turniejach i kontraktów sponsorskich, czy raczej muszą łączyć grę z inną pracą na co dzień?
Ciężko powiedzieć, ale raczej żaden zawodnik nie jest w stanie odłożyć całkowicie pracy na bok, skupiając się jedynie na udziale w turniejach, jak to robią najlepsi światowi gracze. Polscy zawodnicy grają turnieje FIP i są sklasyfikowani w międzynarodowym rankingu, ale jednocześnie nie są w stanie utrzymać się z samych nagród turniejowych.
Jeśli chodzi o mnie, to na korcie spędzam bardzo dużo czasu w roli trenera. To moja praca i tak przede wszystkim zarabiam.

Pozostając w temacie finansów – jak wysokie są nagrody finansowe w największych turniejach w Polsce oraz w zawodach międzynarodowych, na przykład organizowanych przez FIP, w których miałeś okazję uczestniczyć?
W Polsce te „nagrody” są bardzo różne. W turniejach najwyższej rangi można wygrać czasami nawet do kilku tysięcy złotych, a w innych kartę podarunkową na kwotę 300 lub 500 złotych. Nie ma reguły. Turnieje FIP mają bardziej usystematyzowaną pulę nagród, aczkolwiek też niestety nie są to duże pieniądze. Za ostatni półfinał (FIP Bronze w Mumbaju, red.) zarobiłem… 212 euro. Trzeba pamiętać, że konkurencja w takich zawodach jest ogromna.
Mi osobiście podobają się krajowe cykle turniejów np. w Niemczech (German Padel Tour) czy w Finlandii (Finnish Padel Tour), które mają duże pule nagród i są rozgrywane regularnie. Przy dobrym wyniku taki wyjazd potrafi się nawet zwrócić.
Jak w praktyce wyglądają koszty udziału w takich międzynarodowych zawodach – czy wydatki na podróże i zakwaterowanie pokrywasz sam, czy możesz liczyć na wsparcie sponsorów?
Dzięki mojemu sponsorowi – firmie Newmark, której ogromnie dziękuję za wsparcie i zaufanie – jestem w stanie wyjechać na około dwa turnieje w miesiącu. Jeśli chcę wystąpić na większej liczbie zawodów zagranicznych, to koszty z tym związane muszę pokryć z własnej kieszeni.
Zdradź nam trochę kulis od strony technicznej – czy o przyjęciu do turnieju organizowanego przez FIP decyduje wyłącznie liczba punktów rankingowych, czy trzeba spełnić także inne wymagania? Zdarza się, że w fazie głównej pojawiają się zawodnicy bez punktów – czy to oznacza, że teoretycznie każdy, nawet bez dorobku rankingowego, może wystąpić w takim turnieju?
Dokładnie, do turnieju FIP może zgłosić się tak naprawdę każdy. Nie trzeba spełniać innych wymagań, czy być na określonym poziomie. Przy zgłoszeniach nie liczy się ranking indywidualny, a suma punktów danej pary. Nie zawsze drabinki turniejów są pełne, więc czasami nawet para z zerowym dorobkiem punktowym kwalifikuje się bezpośrednio do turnieju głównego.
Jak oceniasz organizację turniejów w Indiach, ich infrastrukturę i zaplecze? Nie ukrywam, że śledząc je sprzed ekranu kilkukrotnie pomyślałem, że na lepszych obiektach miałem okazję grać w Polsce.
Ogólnie organizację uważam za dobrą. Mi osobiście niczego nie brakowało. Pod względem opieki nad zawodnikami byłem momentami bardzo pozytywnie zaskoczony. Nieco inaczej oceniam infrastrukturę. Korty były na 7 piętrze kina. Tak, kina – to nie przejęzyczenie. Nie było windy, a czystość całego obiektu w środku jak i na zewnątrz pozostawała wiele do życzenia. Na przeciwko kortu centralnego był ogromny blok, który stał tak blisko kortów, że po udanym smeczu można było bez problemu wbić komuś piłkę na balkon (śmiech).
Jeśli chodzi o osiągnięty wynik w chronologicznie pierwszych zawodach w Mumbaju, to poszło wam znakomicie. Jakie to uczucie awansować do półfinału międzynarodowego turnieju organizowanego przez FIP? Po drodze skorzystaliście z walkowera, ale biorąc pod uwagę, że nie grałeś wcześniej regularnie z Aronem Stajszczakiem – czy ten wynik był dla Was zaskoczeniem?
Bez dwóch zdań. Nie spodziewałem się, że możemy zajść tak daleko. Odkąd turnieje FIP są połączone punktami rankingowymi z Premier Padel, konkurencja jest na tyle spora, że z reguły nie jesteśmy w stanie przejść 2. rundy, a co dopiero ćwierćfinału. Trzeba przyznać, że mieliśmy trochę szczęścia, ale szczęściu też trzeba czasami pomóc i go wykorzystać.
Skąd pomysł na wspólną grę z Aronem? To zawodnik zdecydowanie mniej doświadczony od Ciebie, dla którego występ w Mumbaju był debiutem w turnieju FIP.
Ta decyzja była bardzo spontaniczna. Aron napisał do mnie już w grudniu zeszłego roku z propozycją zagrania dwóch turniejów w Indiach. Graliśmy kiedyś wspólnie zawody w Miami, który wspominam bardzo dobrze, więc bez wahania się zgodziłem. Cieszę się, że mogłem wspomóc go swoim doświadczeniem w jego pierwszych turniejach FIP.
W turnieju na Cyprze zagrałeś z kolei z bardzo doświadczonym polskim zawodnikiem — Maciejem Nadukiem. Wcześniej występowałeś też w parze z takimi graczami jak Gabriel Biliński, Mateusz Miroński czy Jerzy Janowicz. Czy częsta rotacja partnerów — nawet z turnieju na turniej — to w Polsce naturalne zjawisko? Na najwyższym poziomie międzynarodowym zawodnicy często grają razem miesiącami, a nawet latami.
Zdecydowanie łatwiej się gra ze stałym partnerem. Jesteś przyzwyczajony do jego gry, mniej więcej wiesz, co może zrobić w danym momencie, zgranie jest większe i tak dalej, i tak dalej… Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że ja i wymienieni przez Ciebie zawodnicy znamy się już bardzo długo i graliśmy w tylu konfiguracjach, że mi osobiście regularna zmiana partnerów zbytnio nie przeszkadza. Natomiast, jeżeli pojawiłaby się opcja grania na stałe z jednym partnerem, to prawdopodobnie bym z niej skorzystał.
To z kim do tej pory grało Ci się najlepiej w parze?
Bardzo trudne pytanie. Większość zawodników z którymi gram lub grałem w przeszłości to moi przyjaciele i znajomi, więc tak naprawdę z każdym z nich współpracowało mi się na swój sposób dobrze. Jeśli mam wybrać, to, jeżeli chodzi o samego padla, najlepiej gra mi się z Maćkiem Nadukiem. Mamy zupełnie odmienne style gry, które razem fajnie łączą na korcie.

Aktualnie Ty, podobnie jak większość czołowych polskich zawodników, jesteś klasyfikowany w dwóch rankingach — PZP i PFP, zdobywając punkty w turniejach organizowanych przez obie organizacje. Dodatkowo, jeśli nic się nie zmieni, w 2026 roku mają odbyć się dwa turnieje o Mistrzostwo Polski. Czy Twoim zdaniem taka sytuacja na polskiej scenie padlowej nie jest nieco absurdalna?
Tak, ta sytuacja jest bardzo nietypowa. Nie podjąłem jeszcze decyzji odnośnie gry w Mistrzostwach Polski PZP. Nie widzę w tym większego sensu. Te organizowane przez PFP są dla mnie bardziej wiążące, gdyż z ich rankingu wybierana jest kadra narodowa.
Czy popierasz którąś ze stron konfliktu PZP vs PFP? Jakie zakończenie tej historii byłoby twoim zdaniem najlepsze dla polskiego padla?
Nie popieram żadnej ze stron. Jestem jak większość zawodników – stoję z boku i przyglądam się rozwojowi sytuacji. Na pewno cieszy mnie fakt, że obie strony zaczęły zajmować się mocno juniorami. Nie wiem, jakie zakończenie byłoby najlepsze, ale na pewno im szybciej ta cała sytuacja się zakończy, tym lepiej dla wszystkich.
Chciałbym jeszcze poznać Twoje plany na nabliższe tygodnie. Kiedy wyjeżdżasz na kolejne międzynarodowe zawody?
Po powrocie z turnieju rozgrywanego na Cyprze planuję dłuższą przerwę od zawodów zagranicznych, którą poświęcę na treningi. Kolejnym turniejem, na którym wystąpię, będzie Cupra FIP Tour organizowany u nas – w Bydgoszczy. Już nie mogę się doczekać, ponieważ będzie to bardzo duże wydarzenie w skali naszego kraju.
Czy jedną z twoich ambicji jest powrót na pierwsze miejsce w rankingu PZP i/lub PFP? Aktualnie w obu jesteś na drugim miejscu.
Tak? Nawet nie wiedziałem. Za dużo tych rankingów (śmiech).