Strona główna » Padel aktualności » Prawdziwa padlowa uczta

Prawdziwa padlowa uczta

Autor: Maksymilian Krzyżanowski
31 marca, 2026

W nocy z niedzieli na poniedziałek doszło do 32. starcia pomiędzy dwiema najlepszymi parami ostatnich lat – Arturo Coello / Agustinem Tapią oraz Federico Chingotto / Alejandro Galanem. Było to także trzeci mecz tego sezonu, w którym na przeciw siebie stanęły oba te duety. Do tej pory mieliśmy remis 1:1. Kto wyszedł na prowadzenie w tym wyścigu dwóch padlowych potęg?

170 cm padlowej perfekcji

Pierwszy set od samego początku trzymał w napięciu i dostarczał kibicom ogromnych emocji. To było dokładnie to, czego można oczekiwać od pojedynku na najwyższym światowym poziomie padla. Długie, niezwykle intensywne wymiany przeplatały się z efektownymi akcjami, a wskaźnik „szokujących uderzeń na minutę” momentami zdecydowanie wychodził poza skalę. Każdy z zawodników mógłby bez problemu dorzucić kilka zagrań z tej partii do swojego „Best skills Danza Cuduro remix”.

Jeśli do czegoś można było się minimalnie „przyczepić”, to do nieco zbyt małej liczby smashy po stronie Arturo Coello i Agustina Tapii. Poza tym widowisko było znakomite.

Główni aktorzy dzisiejszego starcia

Sam przebieg seta był niezwykle wyrównany. Obie pary imponowały pewnością przy własnym serwisie, choć zdarzały się gemy rozstrzygane dopiero na przewagi. Na pierwsze – i jak się później okazało jedyne – przełamanie trzeba było poczekać aż do 11. gema. Wtedy przy podaniu Agustina Tapii skuteczniejsi okazali się Federico Chingotto i Alejandro Galan.

W kolejnym gemie „Chingalan” nie pozostawili już żadnych złudzeń i pewnie zamknęli seta wynikiem 7:5, obejmując prowadzenie w meczu.

Na szczególne wyróżnienie w tej części spotkania zasłużył Federico Chingotto, który rozegrał – nie boimy się tego stwierdzenia – perfekcyjnego seta. W defensywie bronił piłki niczym Artur Boruc podczas swojego występu na Euro 2008, a przy siatce imponował szybkością, skutecznością i niemal całkowitym brakiem błędów.

Zresztą wysoka jakość gry była znakiem rozpoznawczym całego seta – łącznie zobaczyliśmy zaledwie 13 niewymuszonych błędów. Nieco częściej mylili się Arturo Coello i Agustín Tapia, którzy zanotowali ich osiem.

Mała zadyszka

Drugi set rozpoczął się w sposób wręcz wymarzony dla duetu określanego mianem „Golden Boys”. Arturo Coello i Agustin Tapia od pierwszych piłek narzucili rywalom swoje tempo, podczas gdy Federico Chingotto i Alejandro Galan zdawali się jeszcze mentalnie pozostawać w poprzedniej części spotknia. Efekt? Błyskawiczne 4:0 na tablicy wyników.

W szeregach pary „Chingalan” zaczęły pojawiać się problemy. „Super Mysz” coraz częściej mylił się w prostych sytuacjach, a jego partner wyraźnie zmagał się z kryzysem smashowym. Tymczasem Coello i Tapia konsekwentnie robili swoje. Po kolejnym pewnie wygranym gemie przy własnym podaniu byli już o krok od doprowadzenia do wyrównania w meczu.

Trzeba uczciwie przyznać – wygranie co najmniej pięciu gemów z rzędu przeciwko najlepszej parze świata to zadanie niemal niemożliwe. Chingotto i Galan zdołali co prawda uniknąć kompromitującego wyniku 6:0, a nawet na moment wrócili do gry, przełamując rywali i łapiąc chwilowy kontakt. Na więcej nie było ich jednak stać. „Golden Boys” szybko opanowali sytuację i zamknęli seta wynikiem 6:3.

Co ciekawe, był to pierwszy przegrany set przez Federico Chingotto i Alejandro Galana w całym turnieju w Miami!

Liderzy gasną

Ostatni set spotkania określanego mianem „Superclasico” swoim przebiegiem bez dwóch zdań bardziej przypominał ten pierwszy, niż ten drugi. Mecz zdecydowanie się wyrównał, a do swojej znakomitej dyspozycji wrócił Federico Chingotto, którego można śmiało uznać za najlepszego zawodnika tego spotkania.

Grał on dzisiaj to, co wychodzi mu najlepiej. Skupił się przede wszystkim na skutecznej obronie i cierpliwym budowaniu akcji. Wydaje się, że na dobre porzucił pomysł z początku sezonu o bardziej agresywnej, opartej na mocnych uderzeniach grze. I całe szczęście, bo nie wychodziło mu to najlepiej.

Już w drugim gemie doszło do przełamania na korzyść pary Chingotto / Galan. Ich radość jednak nie trwała długo, gdyż już trzy gemy później ich rywale odrobili tę niewielką stratę. Kluczowym momentem tego seta i całego spotkania był jednak gem numer osiem, w którym doszło do trzeciego w secie i ostatniego w całym meczu przełamania.

Po ostatnim punkcie uśmiechy nie schodziły z twarzy wygranej pary

Po błędzie Agustina Tapii mógł się z niego cieszyć duet „Chingalan”, który w kolejnym gemie zamknął spotkanie i zwyciężył je 2:1! Po końcowym punkcie „Alien”, który zrównał się w liczbie zwycięstw turniejowych z Agustinem Tapią, padł na kolana, dając upust ogromnym emocjom.

Jeśli chodzi o przegranych dzisiejszego starcia, to nie zagrali oni bez wątpienia swojego najlepszego padla. Nie zagrali też oczywiście źle, jednak bez wątpienia nie raz i nie dwa można było ich oglądać w wyraźnie lepszej dyspozycji. „Arturito” i „Mozartowi” brakowało przede wszystkim tego, o czym wspomnieliśmy na początku, czyli większej liczby mocnych uderzeń z góry, które potrafią rozbić przeciwników i narzucają na nich dużą presję. Na dowód tego niech przemówią liczby – w cały meczu Arturo Coello zanotował… dwa udane smashe. Kurtyna.

© 2026 PadelNET. All rights reserved.
Polityka prywatności