Superclasico dla Coello i Tapii!

Autor: Maksymilian Krzyżanowski
14 lutego, 2026

Odwiedź nas

Pierwszy turniej z serii Premier Padel w 2026 roku dobiegł końca. Zwieńczeniem tego wydarzenia był dzisiejszy finał, w którym najlepsza para świata zmierzyła się z duetem, który przez cały zeszły sezon próbował ich przegonić, jednak ostatecznie ani na chwilę im się to nie udało. Mowa oczywiście o parach Coello i Tapia oraz Chingotto i Galan.

Przed dzisiejszym spotkaniem faworytami wydawali się być ci drudzy. W końcu w całym dotychczasowym turnieju nie stracili nawet seta. Co więcej — w żadnym secie spośród wszystkich rozegranych w Arabii Saudyjskiej nie stracili więcej niż trzech gemów. We wczorajszym półfinale rozprawili się ze swoimi rywalami w niecałą godzinę, ani przez chwilę nie pozostawiając wątpliwości, kto zasługuje na miejsce w meczu finałowym. Do dzisiejszego starcia mogli podejść jako ci bardziej wypoczęci (swój wczorajszy mecz grali jako pierwsi) oraz naładowani ogromną pewnością siebie.

Po drugiej stronie kortu stanąć mieli Coello i Tapia, którzy w niemal każdym meczu turnieju w Rijadzie mieli większe lub mniejsze problemy. Szczególnie we znaki dały im się spotkania z Lucasem Campagnolo i Javierrem Garrido oraz wczorajszy mecz półfinałowy z Juanem Lebronem, grającym z Leo Augsburgerem. W każdym z nich najlepsza para świata rozegrała po dwa tie-breaki, co bez wątpienia mogło mieć wpływ na ich dzisiejszą formę fizyczną.

Całą sytuację związaną ze swoją oraz Arturo Coello formą w Rijadzie przed meczem komentował sam Agustin Tapia. Dał do zrozumienia, że coraz trudniej jest im znajdować motywację do wygrywania kolejnych spotkań, co może sugerować pewne zmęczenie i wypalenie. Wpływ na to, że turniej w Rijadzie – pomimo dojścia do finału – nie układał się po ich myśli, miał mieć również bardzo wymagający okres przygotowawczy.

Przewidywania swoje, rzeczywistość swoje

Pierwszy gem trzydziestego bezpośredniego starcia obu par rozpoczął się od pewnie wygranego gema przez duet znany pod nazwą „Chingalán”. Duża w tym zasługa Arturo Coello, który popełnił dwa niewymuszone błędy z rzędu.

Początek spotkania tak naprawdę nie był udany dla całej czwórki obecnej dziś na korcie. Brakowało długich wymian i spektakularnych zagrań, a po obu stronach przeważały niewymuszone błędy.

Po czwartym gemie, wygranym przez pierwszą parę rankingu FIP, wynik wynosił 2:2. Oba duety pilnowały własnego serwisu, myląc się głównie przy podaniu rywali. W tych momentach jednym i drugim brakowało przede wszystkim spokoju i precyzji w uderzeniach. Waga spotkania dawała się we znaki obu parom.

W końcu jednak na korcie pojawiła się odrobina magii, w wykonaniu „Mozarta z Katamarki”, który popisał się dwoma znakomitymi zagraniami w ósmym gemie. Najpierw zdobył punkt fantastycznym smashem, nieosiągalnym dla żadnego zawodnika, a zaraz potem technicznie zagrał piłkę po skosie, której nie był w stanie dosięgnąć Alejandro Galán. Do tego momentu żaden gem nawet nie pachniał przełamaniem.

Zmieniło się to jednak już w kolejnym gemie, przy serwisie Federico Chingotto. Przy stanie 30:15 Galan zastosował mocne uderzenie, po którym piłka wyleciała poza kort ponad boczną kratą. Znakomicie przeczytał to jednak wyższy z Argentyńczyków, który zdążył wybiec za piłką i uderzył ją bezpośrednio w siatkę po stronie przeciwników. Był to bez wątpienia najlepszy moment Agustina Tapii w pierwszym secie. W tym gemie swój udział zaznaczył także Arturo Coello. Po jego precyzyjnym woleju doszło do pierwszego w tym meczu przełamania!

Aby wygrać, młodszy z hiszpańsko-argentyńskich duetów musiał zrobić tylko to, co w tym secie wychodziło mu znakomicie – utrzymać własny serwis. Faworyci całego turnieju nie zawiedli i wygrali gema do zera.

Po pierwszym secie panowie mogli sobie przybić żółwika

W całym secie obejrzeliśmy zdecydowanie mniej znakomitych akcji, niż można było oczekiwać przed meczem. Dobrze obrazuje to statystyka smashy – łącznie zobaczyliśmy ich jedynie osiemnaście, z czego dziesięć było efektem uderzeń Arturo Coello i Agustina Tapii. Odważnie przy górnych piłkach próbował grać Federico Chingotto, jednak równie często popełniał przy tych zagraniach błędy, co zdobywał punkty.

Jeśli o błędach mowa, to w całym secie więcej popełnili ich zawodnicy z duetu „Chingalan”. Mieli ich trzynaście, przy jedynie ośmiu przeciwników, którzy może nie grali spektakularnie, ale za to cierpliwie i skutecznie. Wydaje się, że właśnie to zadecydowało o ich zwycięstwie w pierwszym secie.

To po prostu nie był ich dzień

Dla rozstrzygnięcia drugiego seta, a w konsekwencji całego meczu, kluczowe były dwa gemy – pierwszy i piąty. To właśnie w tych gemach serwował Fede Chingotto i, na jego nieszczęście, doszło wtedy do dwóch przełamań.

Pierwsze przełamanie było efektem nieudanych smashów Chingotto oraz sporego szczęścia Arturo Coello, po którego kontrującym viborę uderzeniu piłka zatańczyła na siatce i ostatecznie wylądowała po drugiej stronie kortu. Alejandro Galan po tej akcji okazywał duże zdenerowanie i niepokój, które wcześniej nie gościły na jego twarzy podczas turnieju w Rijadzie.

W drugim gemie serwisowym „Super Myszy” zarówno jeden, jak i drugi zawodnik z duetu „Chingalan” uderzyli mocno piłkę z góry w tylną szybę zamiast w boisko, w związku z czym tablica wyników wskazywała 15:40. Po raz kolejny do przełamania doprowadził „Arturito”, który nabił Alejandro Galana, doprowadzając go do jeszcze większej wściekłości. Była to bez wątpienia mała piłka meczowa i w tym momencie mogliśmy z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że po raz drugi z rzędu turniej w Rijadzie padnie łupem pary Coello/Tapia, którzy w tym momencie wygrywali 4:1, a po chwili już 5:1.

Kolejny serwis Alejandro Galana udało się utrzymać, jednak było to tylko odwlekanie nieuniknionego.

Ostatnim gemem turnieju okazał się ten ósmy w drugim secie. Wspomniany „Galantico” był w nim niezwykle rozchwiany – wszystkie pierwsze cztery punkty wynikały z jego zagrań: dwóch udanych i dwóch całkowicie nieudanych. Ostatni punkt należał jednak do jego partnera. Niestety dla niego, zamiast w boisku jego lob wylądował na szybie, i to Coello z Tapią mogli cieszyć się z premierowego zwycięstwa w tym sezonie.

Padlowi królowie Arabii Saudyjskiej

Bardzo dobry turniej z nieco rozczarowującym zakończeniem

Pomimo tego, że na korcie spotkały się dwie najlepsze obecnie pary świata, to po tym meczu trudno nie odczuwać pewnego niedosytu. O ile „Król Artur” i „Mozart z Katamarki” w przekroju całego turnieju rzadko zachwycali i byli najczęściej po prostu solidni, to ich dzisiejsi rywale w każdym meczu turnieju w Rijadzie przejeżdżali po przeciwnikach niczym walec, nie będąc w żadnym momencie blisko straty seta.

Dzisiaj jednak Chingotto i Galan ewidentnie nie mieli swojego dnia. Ciężko to racjonalnie wytłumaczyć, gdyż wszystkie wydarzenia z tego tygodni przemawiały za nimi. Smashami rzadko straszył Galan, często niedokładny był Chingotto, który niejednokrotnie zamiast swojej ulubionej vibory wybierał mocne uderzenie, co jednak nie okazało się skutecznym rozwiązaniem. Obaj zawodnicy po prostu zawiedli, najbardziej pewnie samych siebie.

Po dzisiejszym meczu Alejandro Galan nie znalazł powodu do uśmiechu

A Coello i Tapia? Ich perspektywa na resztę sezonu wygląda znakomicie – jeśli nawet nie grając swojego najlepszego padla są w stanie zwyciężyć w turnieju, to co będzie, jak osiągną swoją najwyższą dyspozycję? To pytanie zada sobie dziś ze smutkiem większość czołowych graczy rankingu FIP.

© 2025 Padel NET. All rights reserved.
Polityka prywatności