
W dniach 22–24 maja odbyła się pierwsza edycja Międzynarodowych Mistrzostw Polski organizowanych przez PZP, w których udział wzięli niemal wszyscy najlepsi polscy zawodnicy i zawodniczki, a także kilku mocnych graczy z zagranicy. Oczywiście nie mogło nas zabraknąć w katowickim klubie Padel Center Academy, gospodarzu całej imprezy.
Co zastaliśmy na miejscu? Jaki poziom sportowy oglądaliśmy na kortach? Co się udało, a co organizatorom nie do końca wyszło? I najważniejsze – Kto i w jaki sposób sięgnął po tytuł Międzynarodowych Mistrzów Polski? Zapraszamy na naszą relację!
We wstępie napisaliśmy, że na Mistrzostwach wystąpili niemal wszyscy najlepsi polscy zawodnicy. W Katowicach zabrakło dwóch czołowych rodzimych padlistów: Jerzego Janowicza oraz Mateusza Lipińskiego. Nieobecność tego pierwszego nie może dziwić – w końcu jest on wiceprezesem Polskiej Federacji Padla, która, eufemistycznie rzecz ujmując, nie znajduje się obecnie w najlepszych relacjach z Polskim Związkiem Padla.

Z kolei Mateusz Lipiński w kwietniowej rozmowie z nami skomentował swój potencjalny udział w turnieju następującymi słowami: „Nie widzę w tym większego sensu. Te organizowane przez PFP są dla mnie bardziej wiążące, gdyż z ich rankingu wybierana jest kadra narodowa”. Słowa polskiego zawodnika mają pokrycie w rzeczywistości. Międzynarodowe Mistrzostwa Polski nie są uznawane przez Międzynarodową Federację Padla, ponieważ PZP nie należy do jej struktur.
Co ciekawe, obaj zawodnicy w tym samym czasie rywalizowali w turnieju kategorii A organizowanym przez nowo otwarty klub One Padel Center, który ostatecznie wygrali. Co jeszcze bardziej interesujące, wydarzenie odbywało się pod patronatem… PZP.
Przechodząc jednak do zawodników obecnych na Mistrzostwach – parę rozstawioną z numerem jeden tworzyli Maciej Naduk i Gabriel Biliński. Za nimi znaleźli się Wojciech Szczęsny i Michał Skonieczny, natomiast z „trójką” rozstawieni byli Karol Krawczyński i Filip Olech. Można uczciwie powiedzieć, że w tym przypadku ranking dość trafnie oddawał układ sił, ponieważ trudno było sobie wyobrazić, by mistrzowski tytuł zdobyła para spoza tego grona.
Terminarz rywalizacji mężczyzn wyglądał następująco – w piątek rozegrano mecze 1/32, 1/16 oraz 1/8 finału, w sobotę ćwierćfinały i półfinały, a w niedzielę spotkanie o trzecie miejsce oraz finał. Kobiety z kolei w sobotę rozegrały fazę grupową, natomiast na niedzielę zaplanowano mecze od ćwierćfinałów aż po finał i starcie o brązowy medal.
Największą niespodzianką piątkowych zmagań było bez wątpienia odpadnięcie czwartej najwyżej rozstawionej pary – Witolda Konopko i Michała Wargockiego. W 1/8 finału przegrali oni z Javierem Mesą i Dominikiem Błażejczykiem. Co ciekawe, Hiszpan na co dzień jest trenerem Polaka.
W tym momencie możecie zadać sobie pytanie: „Dlaczego w Mistrzostwach Polski grał Hiszpan?”. Odpowiedź kryje się w pełnej nazwie turnieju – Międzynarodowe Mistrzostwa Polski. Oznacza to, że w zawodach mogli brać udział również gracze z zagranicznym obywatelstwem.
Czy to dobre rozwiązanie? Zwolennicy takiego formatu – między innymi Dominik Błażejczyk czy wiceprezes Polski Związek Padla Bartłomiej Jankowski, którzy udzielili nam wywiadów – podkreślają, że obecność zagranicznych zawodników podnosi poziom sportowy turnieju i działa na jego korzyść. Trudno się z tym nie zgodzić – im więcej jakościowych graczy, tym wyższy poziom całych mistrzostw.
Mimo to nie jesteśmy zwolennikami takiego rozwiązania. Naszym zdaniem przyszłe Mistrzostwa Polski powinny mieć stricte krajowy charakter pod względem uczestników. W obecnej formule pojawia się bowiem ryzyko zaburzenia rywalizacji – szczególnie w sytuacji, gdy polski zawodnik dobiera do pary gracza wyraźnie przewyższającego poziomem resztę stawki. Rozmawiając z wieloma uczestnikami, można było odnieść wrażenie, że również oni podchodzą do tego rozwiązania z rezerwą.
Bez wątpienia wyróżniającym się zawodnikiem w skali katowickiego turnieju był Javi Mesa – partner Dominika Błażejczyka. Co prawda obecnie Hiszpan zajmuje miejsce w ósmej setce rankingu FIP, jednak wynika to głównie z faktu, że od kilku miesięcy nie występuje w turniejach organizowanych przez Międzynarodową Federację Padla. W przeszłości był jednak bardzo blisko awansu do czołowej „300” światowego rankingu. Dla porównania – najwyżej sklasyfikowanym spośród polskich zawodników obecnych na Mistrzostwach jest obecnie Maciej Naduk, zajmujący 385. miejsce w rankingu FIP.

Ostatecznie polsko-hiszpański duet dotarł aż do sobotniego półfinału, w którym przegrał 0:2 z parą Naduk / Biliński. Podobny los spotkał ich również w meczu o trzecie miejsce. Tam ich pogromcami okazali się Wojciech Szczęsny i Michał Skonieczny, którzy triumfowali dopiero po super tie-breaku, zajmując najniższy stopień podium. Bez dwóch zdań było to jedno z najlepszych i najbardziej emocjonujących spotkań całych Mistrzostw.

Dlaczgo w trzecim secie rozegrano super tie-break? Regulamin Mistrzostw Polski zakładał, że przy wyniku 1:1 o losach meczu decyduje właśnie super tie-break rozgrywany do 10 punktów. To rozwiązanie również wzbudziło niezadowolenie części zawodników i zawodniczek, czemu trudno się dziwić. Sami graliśmy na dużo mniej prestiżowych turniejach, podczas których trzeci set rozgrywano w standardowej formule. Jak udało nam się ustalić, decyzja była związana z faktem przeprowadzenia transmisji telewizyjnej i pewnych ustaleń z tym wypracowanych.
Wspomnieni brązowi medaliści, czyli Szczęsny i Skonieczny, zanim cieszyli się ze zwycięstwa w meczu o trzecie miejsce, w półfinale przegrali z Karolem Krawczyńskim i Filipem Olechem, którzy na kortach w Katowicach byli wyraźnie napędzeni znakomitym wynikiem osiągniętym tydzień wcześniej podczas turnieju FIP Bronze w Bydgoszczy. Była to jedyna polska para, która dotarła tam do ćwierćfinału.
Zaplanowany na niedzielę finał pomiędzy Maciejem Nadukiem i Gabrielem Bilińskim a Karolem Krawczyńskim i Filipem Olechem był starciem dwóch obiektywnie najlepiej dysponowanych par całych Mistrzostw Polski. Mimo to początek spotkania był jednak dość nerwowy – praktycznie każdy z zawodników regularnie popełniał niewymuszone błędy. Być może dodatkową presję wywierał fakt, że był to pierwszy transmitowany w ogólnodostępnej telewizji mecz padla w historii Polski.

Z czasem zawodnicy uspokoili grę, choć napięcie na korcie było wyczuwalne do samego końca. Ozdobą spotkania były efektowne smecze Filipa Olecha – wykonywane, rzecz jasna z zachowaniem odpowiednich proporcji, w stylu Alejandro Galana – czyli z wyskoku ze środka kortu. To właśnie one najmocniej rozgrzewały kibiców, którzy szczelnie wypełnili klub.
Same widowiskowe zagrania nie wystarczyły jednak do końcowego triumfu. Krawczyński i Olech ani razu nie przełamali serwisu Naduka i Bilińskiego. Ci z kolei w każdym z dwóch setów dokonali tego po jednym razie, wygrywając finał 2:0 (6:4, 7:5). Dla Macieja Naduka było to już dziewiąte (!) mistrzostwo w karierze, natomiast dla Gabriela Bilińskiego – drugie.
Na wszystkie pary z podium czekały nagrody finansowe. Naduk i Biliński otrzymali 8 000 złotych, Krawczyński i Olech – 4 800, a Szczęsny i Skonieczny – 3 200 złotych.
W rywalizacji kobiet trzecie miejsce zajęły Magdalena Kiszczyńska i Julia Pacocha, które pokonały 2:0 Julię Dias i Patrycję Koźluk. Międzynarodowymi Mistrzyniami Polski zostały natomiast – zgodnie z przewidywaniami – rozstawione z numerem jeden Zofia Piórkowska i Aleksandra Rosolska, które w finale bez straty seta pokonały Adę Górczyńską i Joannę Nowakowską.
Przechodząc do kwestii pozasportowych – organizacja pierwszych Międzynarodowych Mistrzostw Polski PZP stała na bardzo wysokim poziomie, choć nie obyło się bez kilku wpadek. Zaczynając jednak od pozytywów, Zarząd Związku bez wątpienia może być niezwykle zadowolony z wyboru gospodarza turnieju. Padel Center Academy to klub nowoczesny, przestronny i tworzony z prawdziwą pasją.
Duża w tym zasługa współwłaściciela obiektu, Alexandra Najdenova, który – jak sam nam zdradził – nad organizacją całego wydarzenia pracował przez około dwa miesiące. Zdecydowanie nie był to czas zmarnowany, ponieważ praktycznie wszystko sprawiało wrażenie dopracowanego w najmniejszych szczegółach. Mimo wyraźnego zmęczenia w niedzielę z jego twarzy wciąż nie schodziły uśmiech i entuzjazm.
Na sobotnich i niedzielnych meczach mężczyzn pojawiło się sporo kibiców, którzy wypełnili wszystkie dostępne miejsca wokół kortu centralnego. Publiczność żywiołowo dopingowała zawodników, jednocześnie nie przeszkadzając im w grze. Dzięki temu podczas spotkań panowała naprawdę świetna atmosfera. Zupełnie inaczej wyglądało to jednak podczas decydujących starć kobiet, rozgrywanych już po meczach panów. Zarówno mecz o trzecie miejsce, jak i finał zawodniczek odbywały się przy niemal pustych trybunach, co było dość smutnym obrazkiem i niestety pokazało, że kobiecy padel wciąż ma przed sobą sporo pracy pod względem zainteresowania kibiców.
Obecność TVP Sport, która pojawiła się w klubie w niedzielę, bez wątpienia dodała wydarzeniu – i całej dyscyplinie – prestiżu. To ogromny krok w kierunku popularyzacji padla w Polsce, ponieważ dla wielu widzów była to pierwsza styczność z tym sportem. Mecz o trzecie miejsce padlistów transmitowano w aplikacji TVP Sport, natomiast finał pokazano już na głównym kanale stacji. Co więcej, transmisję poprzedziło studio z zaproszonymi gośćmi, którzy w przystępny sposób tłumaczyli najważniejsze zasady i zagadnienia związane z padlem.

Sam pomysł był świetny, a realizacja – niemal bardzo dobra. „Niemal”, ponieważ pojawił się jeden dość istotny problem. Transmisja meczu o brązowy medal rozpoczęła się bowiem… dopiero pod koniec pierwszego seta. Technicznie rzecz biorąc przekaz wystartował jeszcze przed meczem – widzowie mogli obejrzeć rozgrzewkę zawodników i posłuchać zapowiedzi komentatorów. Kiedy jednak spotkanie miało się rozpocząć, zamiast pierwszego serwisu na ekranie pojawił się jedynie komunikat: „przerwa w transmisji”.
Jak dowiedzieliśmy się później, doszło do awarii agregatu odpowiedzialnego za zasilanie. Problem udało się rozwiązać dopiero w okolicach siódmego gema pierwszego seta. Szkoda, ponieważ część widzów mogła w tym czasie po prostu zrezygnować z dalszego oczekiwania na powrót transmisji. Na szczęście później wszystko przebiegało już bez zakłóceń – zarówno dalsza część meczu o trzecie miejsce, jak i finał zostały pokazane zgodnie z planem.
Warto dodać, że spotkania półfinałowe kobiet i mężczyzn oraz decydujące o medalach mecze pań Polski Związek Padla pokazywał na swoim YouTubie.
Pierwszą w historii tak dużą imprezę padlową na Śląsku bez wątpienia można uznać za udaną. Oczywiście – jak opisywaliśmy wcześniej – nie obyło się bez wpadek i kontrowersji, zarówno na korcie, jak i poza nim. Również kwestie organizacyjne związane z eliminacjami do turnieju głównego, które poruszaliśmy w wywiadzie z Marcinem Ramsem, naszym zdaniem mogły zostać lepiej przygotowane i zakomunikowane.
Są rzeczy do poprawy, są tematy do przemyślenia i wnioski, które organizatorzy z pewnością będą mogli wyciągnąć przed kolejną edycją. Przede wszystkim było jednak również bardzo dużo pozytywów, za które należy pochwalić. Świetnie wybrany klub-gospodarz, pierwsza transmisja padla w ogólnodostępnej telewizji, liczna publiczność podczas większości meczów mężczyzn, bardzo dobra atmosfera, solidne nagrody finansowe oraz duża liczba sponsorów zainteresowanych wydarzeniem – to tylko część z nich.

My sami, spędzając w Padel Center & Academy całą sobotę i niedzielę, po prostu bardzo dobrze się bawiliśmy. Zarówno jako kibice, jak i osoby starające się relacjonować to wydarzenie najlepiej, jak potrafimy.
Dziękujemy, że byliście z nami. My się nie zatrzymujemy – i już wkrótce pokażemy Wam kolejne miejsca, w których będziemy rozmawiać z ludźmi żyjącymi padlem na co dzień.